Dookoła Brzezin z „Łódzkimi Morsami”

Dookoła Brzezin z „Łódzkimi Morsami”

 

Sobota 02.06.2018r. Pochmurny ranek nie zapowiadał takiej pogody, jaka nas przywitała. Parno, gorąco, nic tylko na rower wsiadać. No to wsiedliśmy. Dziś Strefa była przewodnikiem po okolicach Brzezin.

A wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu od rozmowy telefonicznej z Jankiem – Łódzkim Morsem, poznanym podczas jednej z zimowych morsowych niedziel w Zalewie Batorówka. Janek poprosił nas, żebyśmy jego i kilkoro znajomych poprowadzili naszymi ulubionymi trasami wokół Brzezin. Oczywiście z ogromną przyjemnością zgodziliśmy się. W tzw. międzyczasie mieliśmy jeszcze okazję spotkać się i omówić szczegóły. Wreszcie nadszedł ten dzień, który przywitał nas upałem i zapowiedzią burzy.

Spotkaliśmy się w Lisowicach przy tzw. „Podkowie”. Z tej strony zalewu nie widać jeszcze budowy „Projektu Lisowice”, tu jest jeszcze po staremu. Trasa z założenia miała wieść „koroną” Brzezin. Chcieliśmy pokazać naszą okolicę z jak najlepszej strony, więc ruszyliśmy w kierunku Rozworzyna. Z Rochny to cały czas asfalt, całkiem dobrej, jakości. Niestety czasem pod górkę. A tych lodowiec nam nie szczędził.

 

Na początek był piękny zjazd, a potem cudny podjazd pod Michałów. Temperatura nam nie pomagała. Dlatego nieliczne spotykane sklepy budziły tyle radości.

Byliśmy na najwyższym punkcie widokowym koło Kołacinka, widok mam nadzieję rekompensował trud podjazdu. Była Wola Cyrusowa i popas przy sklepie, była Grzmiąca, a z stamtąd – żeby się schłodzić – podążaliśmy w stronę Syberii. Nie mogło zabraknąć znajdującego się niedaleko młyna wodnego w Dąbrówce. A w międzyczasie znaleźliśmy tajemniczą plantację kiosków RUCHU. Nie wiemy czy to trudna uprawa, ale rosną zdrowo.

 

Potem to już tylko z górki do Brzezin. Takich podjazdów, zjazdów i widoków mogą nam wszyscy zazdrościć. I tak zmęczeni tropikalną pogodą dotarliśmy z powrotem do Brzezin.

Zdjęcia dwóch Tomków.

Tomasza Owczarka i Tomasza Heindla z Jedź i Biegnij.