Nasze wyprawy – Strefa Rowerowa Brzeziny http://s-r-b.pl Turystyka rowerowa połączona z promocją naszego regionu. Sun, 30 Sep 2018 06:33:57 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=4.9.8 http://s-r-b.pl/wp-content/uploads/2015/05/cropped-LOGO-300-dpi-32x32.jpg Nasze wyprawy – Strefa Rowerowa Brzeziny http://s-r-b.pl 32 32 Suwalszczyzna-magiczna kraina. http://s-r-b.pl/suwalszczyzna/ http://s-r-b.pl/suwalszczyzna/#comments Wed, 22 Jun 2016 04:55:23 +0000 http://s-r-b.pl/?p=2279 Suwalszczyzna-magiczna kraina. Suwalszczyzna przywitała nas pięknym wschodem słońca. Powoli z ciemności wyłaniały się czubki drzew i szczyty dość licznych górek. Cel podróży to mosty w [...]

Artykuł Suwalszczyzna-magiczna kraina. pochodzi z serwisu Strefa Rowerowa Brzeziny.

]]>
Suwalszczyzna-magiczna kraina.

Suwalszczyzna przywitała nas pięknym wschodem słońca. Powoli z ciemności wyłaniały się czubki drzew i szczyty dość licznych górek. Cel podróży to mosty w Stańczykach. Nie bez przyczyny mosty są główną atrakcja tamtego rejonu. Widok warty 7 godzin podróży.

Cała Suwalszczyzna to piękno samo w sobie, niekończące się górki i jeziorka. Z każdej górki zerkały na nas z zaciekawieniem stada krów, pasące się beztrosko. Prawie na każdym słupie można było zobaczyć gniazdo bocianów. Mnóstwo tych pięknych, jakże polskich ptaków spacerowały dostojnie po okolicznych łąkach.

P1300093 P1300062

Dopełnieniem tej sielankowej atmosfery były jeziorka. Większe lub mniejsze, a każde równie piękne. Taki widok długo zostaje w pamięci, sprawia ze ledwo się wyjeżdża to już chce się wracać z powrotem, a podziwiać to wszystko z siodełka rowerowego to podwójna przyjemność.

P1290990 P1290991 P1290993 P1300223

Szlak Green Velo bardzo w tym pomaga. Wszystko ładnie oznakowane, jest gdzie usiąść i się posilić przy stoliku. Wisienką na torcie tego regionu jest Suwalski Park Krajobrazowy, chyba jeden z piękniejszych w Polsce. Natknęliśmy się tam na pozostałości młyna wodnego, a jako ze akurat ten temat jest nam dość bliski zrobiliśmy zdjęcia poszukaliśmy informacji o podobnych obiektach. Znaleźliśmy jeszcze jeden. Odrestaurowany, ale pozbawiony klimatu, patyny czasu.

P1290998 P1300010 P1300128 P1300259

Zwiedziliśmy też Suwałki, usiedliśmy na ławeczce z Marią Konopnicką, poszukaliśmy krasnoludków, które podobno są na świecie, a już na pewno są w Suwałkach. Kilka udało nam się spotkać. Niestety pogoda nie pozwoliła nam się tym zbyt długo cieszyć, ulewne deszcze i mało optymistyczne prognozy sprawiły ze musieliśmy przerwać wycieczkę. Wrócimy tam na następne wakacje. W drodze powrotnej jeszcze na krótka wizyta nad naszym morzem. Ekspresowe zwiedzanie Fromborka i dalej do domu.

P1300021 P1300027 P1300193

P1300157

I króciutki filmik .

Artykuł Suwalszczyzna-magiczna kraina. pochodzi z serwisu Strefa Rowerowa Brzeziny.

]]>
http://s-r-b.pl/suwalszczyzna/feed/ 2
W poszukiwaniu historii. http://s-r-b.pl/w-poszukiwaniu-historii/ http://s-r-b.pl/w-poszukiwaniu-historii/#respond Wed, 30 Dec 2015 17:16:33 +0000 http://s-r-b.pl/?p=1266 A wszystko to zaczęło się w sobotę świąteczną o godzinie dwudziestej drugiej. Siedząc sobie sielsko z przyjaciółmi w świąteczny sobotni wieczór, męcząc wszystkie części Władcy [...]

Artykuł W poszukiwaniu historii. pochodzi z serwisu Strefa Rowerowa Brzeziny.

]]>
A wszystko to zaczęło się w sobotę świąteczną o godzinie dwudziestej drugiej.

Siedząc sobie sielsko z przyjaciółmi w świąteczny sobotni wieczór, męcząc wszystkie części Władcy Pierścieni nie myślałem, że jeszcze coś dobrego w te święta mnie spotka.

Zerkam na telefon. Pisze Kuba. Jedziesz jutro do Warszawy?

Chwila namysłu, czemu by nie? Tam mnie jeszcze nie było!

No nic, maraton skończony dwudziesta trzecia z groszami, czas się pożegnać i do domu. Te dwanaście km śmignęło jak z bicza strzelił. Szybko myć się i spać, bo rano wyjazd.

Postawiłem rower w powozowni i migiem do domu.

Wstałem wcześnie rano, jak mam w zwyczaju. Śniadanie – płatki owsiane, herbata w termos i czekam. A w międzyczasie zajrzałem na nasza stronkę by zobaczyć kto jedzie o dziesiątej na niedzielny wypad. Szkoda mi troszkę i miałem nawet poczucie winy, że nie mogę z nimi. To znaczy mogę, ale wiedząc, że Kuba jest człowiekiem nietuzinkowym czasami odmiana jest wskazana, wszystko mi wynagrodzi.

Czas wyjeżdżać. Kuba podjechał. Pakujemy białego na dach i co? Guma, taki mały peszek. Na szczęście mam na zimowym odpoczynku Szarego. Przekładamy pedały i w drogę. Najpierw na Głowno po trzeciego członka naszej ekipy i na autostradę.

Fajna ekipa. Co ciekawe Kacper jeździ na trialu. Umowa jest taka, że my sobie jedziemy, a on szaleje na swój sposób.

Mimo tego, że nie jestem znawcą i sympatykiem, nie mogłem wyjść z podziwu jak on bawi się rowerem. Tak naturalnie, jak by to była część jego ciała, a neuronowe połączenie z rowerem dawało mu taka naturalność ruchów, które wszystkie były pod kontrolą.

Ale odszedłem od tematu. Dojechawszy szczęśliwie rozchodzimy – znaczy rozjeżdżamy się w swoje strony.

CAMERA

Obaj z Kubą jesteśmy maniakami historii.  Być  w Stolicy i nie wstąpić do muzeum uzbrojenia byłby to grzech.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Fort_IX_Twierdzy_Warszawa

Śmigamy sobie ścieżynkami. Co ciekawe myślałem, że infrastruktura jest gorsza, lecz nie jest tak źle. Daję radę. Kuba nawigator lub przewodnik wycieczki jak kto woli, sprawuje się świetnie w tej roli. Trafiamy bezbłędnie.

PHTO0336.JPGPHTO0332.JPG

PHTO0347.JPG

CAMERACAMERA

 

 

 

CAMERA

Bawiliśmy się tam przednio – dla takich maniaków jak my to istny raj. Od czołgów po wyrzutnie rakiet, transportery, pojazdy specjalne, armaty wszystko czego potrzeba dużemu chłopcu, jakim niewątpliwie w takim miejscu się czuję.

No nic, fajnie było, a przede wszystkim warto. Jedziemy dalej. Nawigator wskazuje kierunek na Otwock – cel główny wyprawy – Dąbrowiecka Góra, Schron Regelbau 120a.

http://wikimapia.org/1972404/pl/D%C4%85browiecka-G%C3%B3ra-Schron-Regelbau-120a

Jakieś trzydzieści km – damy radę. Ścieżki bardzo przyjazne dla użytkownika, szybko i sprawnie się poruszamy. Przejeżdżamy Wisłę.

PHTO0357.JPG

Kuba narzuca słuszne tempo – jeszcze daję radę. Po kilkunastu km musimy wjechać na asfalt. Ruch duży, ale chociaż tirów nie ma.

Nawigator podaje rozkaz – czas na posiłek. Do celu jedenaście km.

Na przystanku chwila popasu, każdy je co ma, uzupełniamy płyny i w drogę.

Słuszne tempo kierownika wycieczki spowodowało, że na pewnym odcinku odpadłem. Wczorajsza siedemdziesiątka dała o sobie znać brakiem sił. No nic. Poczekał. Na szczęście.

Otwock przywitał nas ścieżkami pięknymi, równymi i w ogóle. Tam pierwszy raz zobaczyliśmy podświetlane linie wyznaczające ścieżkę, oddzielające pas pieszych i dla rowerów – bajka normalnie:)

CAMERA

Dojeżdżamy do początku sławnej czerwonej drogi, która ma nas doprowadzić do naszego celu podróży.

Jedziemy, obserwujemy bacznie otoczenie. Droga faktycznie wybrukowana cegłami, ale to chyba już dawno było, bo ślady cegieł widać, ale jakoś słabo wyraźnie.

Wszystko w prządku do momentu, aż trafiliśmy na skrzyżowanie. Hmmm, wybór pada na jazdę prosto. Las piękny, nawierzchnia całkiem całkiem, ale bunkrów nie ma. Zaczepiam niespotykanej urody niewiastę ze słuchawkami pytaniem – czy do bunkrów w dobrą stronę? Stwierdziła z pięknym uśmiechem na ustach, że tak, jakieś kilometr.

Po dwóch zaczęliśmy wątpić, ale znów skrzyżowanie. Przejeżdżamy szlakiem cegieł, czyli prosto jak droga prowadzi.

Oczywiście trzeba było się upewnić. Zatrzymuję pana śmigającego rowerem z naprzeciwka. Ponawiam pytanie o umocnienia – pierwsza w prawo. No ok, jedziemy. Skręcamy w pierwszą, tak jak pan nam kazał, ale cóż bunkrów nie ma? Ale jest rów przeciwczołgowy, wiec muszą być blisko.

Nawigator odpala swoja elektroniczną pomoc. Okazuje się, że była w prawo, ale wcześniej. Nie łamiemy się, zawracamy. Tylko górka i już w oddali widać kopułę obserwacyjną. Jesteśmy w domu.

CAMERA

PHTO0369.JPG

PHTO0375.JPG

PHTO0373.JPG

PHTO0382.JPG

Niby nic, jakieś bunkry, ale dla nas to jest historia miejsca, zwykłych ludzi, którzy umierali nawet pewnie nie wierząc w to dla czego walczą. Rożne były postawy, lecz najbardziej cierpieli zwykli szarzy ludzie. Splot wydarzeń rzucił ich w to miejsce, gdzie mieli kończyć życie z bronią w ręku.

Żyjemy tu i teraz, a pamięć o nich powinno się pielęgnować. Bo czym jest naród bez historii? Takie obiekty nie powinny niszczeć. Fajnie jest to, że znajdują się pasjonaci, który często z własnych środków ocalają od zapomnienia takie właśnie miejsca.

Szkoda tylko, że obydwa były zamknięte. Nie pora i czas jeszcze, ale mam nadzieję, że wrócimy wiosną, kiedy sezon będzie w pełni i można będzie spokojnie obejrzeć obydwa od środka.

Zbieramy się. Mamy przed sobą jeszcze trochę km. Wracamy prawie tą sama trasą. Tym razem ja prowadzę. Szybka zmiana roweru spowodowała, że miałem liche oświetlenie, ale korek na trasie słusznie spowalniał ruch. Kuba mnie ubezpieczał.

Do Stolicy dotarliśmy już po zmroku obierając azymut na Pałac Kultury. Nawigacja ma mistrza. Na sam koniec zafundowała nam drogę z przeszkodami – dość, że górka była znacznej wysokości – nie daliśmy rady podjechać – to dała nam w kość.

Widoki za to nam wszystko wynagrodziły – Stadion Narodowy, miasto rozświetlone jak w bajce.

Na szczęście widać Pałac co raz bliżej, podświetlony na zielono, aż się twarz układa do uśmiechu.

PHTO0399.JPG

Mała rundka w około w poszukiwaniu Kacpra i do samochodu. Małe przegrupowanie i naszą wyprawę kończymy kebabem. Smakował wyśmienicie po takim wysiłku. Wszyscy najedzeni, wyluzowani i przede wszystkim – szczęśliwi.

Szkoda wracać. Jeszcze tyle nie widzieliśmy. Ale wrócimy następnym razem. Temat dobry, więc trzeba kontynuować.

Reasumując nasz wyjazd – warto mieć w otoczeniu ludzi, dzięki którym życie jest nieprzewidywalne. Można robić coś bez planów, a mimo to bawić się życiem jak dziecko:) Trzeba żyć z pasją i dziękować wszechmocnemu, że można robić to co się kocha i nie być w tym odosobnionym przypadkiem!!!

Zapis trasy dzięki Edziowi

https://www.endomondo.com/routes/649388320

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Artykuł W poszukiwaniu historii. pochodzi z serwisu Strefa Rowerowa Brzeziny.

]]>
http://s-r-b.pl/w-poszukiwaniu-historii/feed/ 0
Biały nad morzem. http://s-r-b.pl/bialy-nad-morzem/ http://s-r-b.pl/bialy-nad-morzem/#respond Sat, 29 Aug 2015 16:10:50 +0000 http://s-r-b.pl/?p=1038 Pewnego razu BIAŁY(bo o nim mowa)postanowił wraz z właścicielem jechać nad morze. Biały jest to rower, którego wiek jest nieokreślony, odpryski lakieru i rdza na [...]

Artykuł Biały nad morzem. pochodzi z serwisu Strefa Rowerowa Brzeziny.

]]>
Pewnego razu BIAŁY(bo o nim mowa)postanowił wraz z właścicielem jechać nad morze. Biały jest to rower, którego wiek jest nieokreślony, odpryski lakieru i rdza na spawach mówią że, ma już dużo za sobą , poniewierany ,użytkowany w złych warunkach jednak posiada to co ja jego kolejny właściciel uważam za najważniejsze : Dusze, zrobił kilka tysięcy km, był nad morzem trzy razy , robił za dromadera pod sakwami,był też na Podlasiu. Mimo tego on nadal żyje ,kręci km i mimo że ząb czasu nadgryza go codziennie będzie trwał mimo docinek i śmiechów, nie oddam go na złom.
Więc wybrał się na urlop ze mną szerszeniem oraz reszta bandy nad Bałtyk , szczegółowo WYSPĘ SOBIESZEWSKĄ.


Droga go nie oszczędzała, deszcz smagał go ale on trwał na posterunku, tylko z zazdrością pewnie mijał swoich kolegów wyciąganych na dni urlopu z garażu, są tacy piękni i ładni, bo nie używani

PHTO0039.JPG

Miejsce okazało się przyjazne ,pełne miłych wspomnień (moich znaczy właściciela), byłem już tam trzy razy i pojadę jeszcze raz:)
Mimo że znam to miejsce to odkrywam je za każdym razem na nowo.
Szerszeń dał rade dowiózł nas i białego do celu. Pierwsza wyprawa do sklepu po jedzenie, krótka ale dla rozprostowania kości dobra. Pierwszy dzień minął bardzo szybko , trzeba nacieszyć się morzem i plażą . Rower czekał cierpliwie na swoją kolej.

Dzień drugi.

Dzień drugi zaczął się bardzo wcześnie ,tuz przed piąta i wschodem słońca. Cel : objechać wyspę, plażą . Jak pomyślał tak zrobił. Ranek nie nastrajał do jazdy , wymknąłem się z namiotu i na koń. Kierunek PRZEKOP WISŁY ,w stronę promu.

PHTO0054.JPG

PHTO0053.JPG

Widok rzeki o tak wczesnej porze gdzie żywego ducha, nastrajał mnie do refleksji nad pięknem tego co widzę .

No ale szkoda czasu jadę dalej skręcam w prawo , w stronę rezerwatu MEWIEJ ŁACHY, wzdłuż rzeki jest ścieżka .Brukowana kamieniami, BIAŁY chyba mnie przeklął że tam go zabrałem bo amortyzator że tak powiem jest bo jest.
Dotarłem do końca drogi i tu dopiero się zaczyna kosmos piach!

PHTO0061.JPG

PHTO0062.JPG

Jest wszędzie, nie da się jechać . Ciągniemy się nawzajem aby tylko dojść do plaży, ścieżką dydaktyczną .Wtedy właśnie w głowie są takie myśli że po co mi to i na co? Ale idę dalej bo frajda jest mimo niedogodności. Szybkie wejście na wieżę widokową, rzut oka na oddalony Gdańsk i na plaże.

PHTO0067.JPG

Plaża hmm, jak w piosence , plaża dzika plaża morze dookoła , a ja mówię że na plaży ja i jego dwa koła. Pierwsze próby wypadły pomyślnie da się jechać, ale potem po stu metrach jakoś już nie. kombinacje nie dawały rezultatu, po mokrym się nie da , po suchy tym bladziej , no cóż trzeba prowadzić miejscami , ale wynagrodził o mi to morze oddając bursztyn , a ze byłem pierwszy było od groma.

PHTO0074.JPG

PHTO0079.JPG

W końcu się wkurzyłem i zeszyłem z plaży, wzdłuż całej wyspy no prawie , jest kolektor ściekowy i na nim ścieżka prawie asfaltowa, otrzepaliśmy się z piasku i dzida ile fabryka dała, do Sobieszewa po bułki na śniadanie. Jest tam piekarnia przy samej ulicy , pieczywko gorące aż chce się od razu zjeść. Połknąłem dwie suche buły, a resztę zostawiłem śpiącej bandzie na pierwszy posiłek tego dnia. Fajnie chyba jak ktoś z samego rana przywiezie pachnące pieczywko? To tylko sześc. km od Przystani u KOSTKA (http://przystanukostka.nadmorze.pl/ ) , gdzie rozbiliśmy namiot . Taraska zrobiona, plan troszkę nie wypalił bo ,zajęło mi to więcej niż zakładałem , ale daliśmy radę. Teraz czas na plażę , i kolejny dzień z głowy, mimo że pogoda jakoś taka nie taka to nie narzekam.

https://www.endomondo.com/routes/643216512

Dzień TRZECI
Dzień trzeci wstałem skoro świt , tez chłodno , ale ubranie robi swoje , byle do wschodu słońca. plan na dzisiaj to w stronę Mierzei Wiślanej najdalej jak się da, żebym zmieścił się w czasie aż reszta się wyśpi.
Wykombinowałem sobie że przejedziemy z białym promem na drugą stronę przekopu Wisły , ale prom stał po drugiej stronie a ruchu brak , wiec trzeba objechać. Kierunek BŁOTNIK .Przejeżdżam przez most zwodzony i ścieżka aż do trasy na Elbląg. Podziwiam kanały i zastanawiam się po co zrobili Niemcy ten przekop? A ze jeszcze wszystko poniżej poziomu morza ? zastanawiające .Dojeżdżamy do mostu w miejscowości Kiezmark, na mnie osobiście robi wrażenie, odbijam w lewo i znowu wzdłuż Wisły .

PHTO0094.JPG

PHTO0095.JPG

W stronę morza ale po drugim brzegu. Trasa mi znana i wspomnień co nie miara, pamiętam nasz wypad na koniec września na maraton ZUŁAWY WKOŁO, aż się morda śmieje, dojeżdżam do Mikoszewa i kierunek Jantar, ludzi mało a i pogoda daje rade , fajnie bo ostatnim razem jak byłem to padało.

PHTO0101.JPG

Jantar że tak powiem to chyba żyje w sezonie i o późniejszej godzinie, ale nie zatrzymując się jadę dalej, do Stegny, kolejna taka sama miejscowość raczej sezonowa. Jadę dalej uzupełniając zapasy płynów w pobliskim sklepie i kupując totka , a nóź widelec. Wzdłuż drogi przez dłuższy czas ciągną się tory wąskotorówki aż SZTUTOWA gdzie znajduje się obóz koncentracyjny Stutthof,

PHTO0107.JPG

byłem tam poprzednim razem i za ROWER PARKING policzyli trzy zyle. Pora wracać i z powrotem tym razem promem. Jak to mi nie poszło prom był po drugiej stronie, czekam ani widu ani słychu , ale rozglądam się widzę po prawej bunkier , a po lewej kamień upamiętniający miejsce ewakuacji obozu Stutthof ,która poniosła wiele ofiar. Chwila zadumy i zwątpienia , jadę z powrotem do mostu I Już. tuz za mostem ścieżką skręcam na wał , bo po co mam tą samą trasa wracać? A wzdłuż rzeki piękna trska z betonowych dziurawych płyt, masaż nadgarstków murowany . Nawet przyjemnie jest tak jechać a w szczególności szczytem wału mieć widok tak piękny że aż serce się raduje a i dusza białego jest chyba zachwycona. Kraina Żuław ma swój klimat , fajnie jest to ze ludzie uciekają do kurortów typu Ustka, tu chociaż plaże są nie tak bardzo zatłoczone , można w spokoju sobie pogrzebać , bursztynu poszukać , a klimat tej wyspy jest niesamowity. Sosny rosnące na wydmach dają tyle olejków eterycznych plus jod że człowiekowi lżej nie tylko na duchu ,ale i na ciele.
Pora znowu iść na plaże i zakończyć miło dzień…..

https://www.endomondo.com/routes/643216512
Dzień CZWARTY.
GODZINA czwarta trzydzieści pora wstawać. Wymykam się z namiotu ciepłego pierdzi worka. Rześki poranek troszkę deszczowy , ale da się jechać , na szczęście biały nie narzeka. Kieruje się w stronę Gdańska droga 501.SOBIESZEWO wita mnie zapachem pieczywa , kupuję dwie bułki w piekarni tuz przy drodze i dalej pędzę. Przejeżdżam przez most pontonowy.

 

fajne uczucie bujać się , a jeszcze lepsze jak się samochodem przejeżdża . Tuż za mostem skręcam w lewo kierując się znakami szlaku latarni, mijam wysypisko śmieci, i dojeżdżam do rafinerii, naprawdę kolos i robi wrażenie, fajnie jest to zobaczyć nocą takie majestatyczna budowla zrodzona z myśli człowieka. Tak na chwilkę się zatrzymałem i myśl mi taka wpadła do głowy; jak się oni łapią w tych wszystkich rurociągach bo jest tam tego masa przy okazji zjadam ostatnią bułkę z makiem, całkiem smaczna. wbijam się z powrotem na 501 lecz w Przejazdowie zmienia mi się na226 , jadę dalej mijając górą ekspresówke , ktoś mi kiedyś opowiadał jak śmigał rowerem , ale nie powiem kto. Co ciekawe trasa zupełnie pusta wszyscy zasuwają tamtą trasą , a nam to na rękę mijamy miejscowości bystra , Wocław, Koszwały, i właśnie tu mnie zagięło, trasa skręcała na trasę szybkiego ruchu, ale improwizując pojechałem prosto bo był asfalt, lecz i on się skończył i co dalej? Nie ma się co łamać jadę dalej , po pół km jadąc pasem zieleni obok szybko pędzących aut dojeżdżam do jakiejś drogi, uf ekspresówka się skończyła i mogę wpaść na nią z uporem maniaka. W włączyłem sobie swój rytm, mijam cały czas kanały , przepompownie . Aż dziw że na takim obszarze człowiek tyle zrobił. Fajnie jest tak jechać , nie mieć nic na głowie , oprócz kasku można sobie dużo poukładać , km lecą i już widać most na Wiśle .Skręcam w lewo, i znowu wałami aż do przejazdu promowego.

https://www.endomondo.com/routes/643216512

Już niedaleko ,miejsce kwaterunku , podjeżdżam i patrzę czy reszta śpi? Śpią wiec śmigam po buły na śniadanie. A śniadaniu , wiadomo na plażę, lecz pogoda się psuje i postanowiliśmy się zbierać. Tyko trzy godziny drogi do domu, a biały znowu na szerszeniu, dobry tandem tworzą.
W końcowych przemyśleniach naszej wyprawy dochodzę do wniosku że , nie liczy się za ile ma się rower , najważniejsze co ma się w głowie , a reszta …… niech każdy sobie odpowie, A JAK KTOŚ SZUKA CISZY I SPOKOJU I MORZA TO POLEC

Artykuł Biały nad morzem. pochodzi z serwisu Strefa Rowerowa Brzeziny.

]]>
http://s-r-b.pl/bialy-nad-morzem/feed/ 0
Załęczański Park Krajobrazowy. http://s-r-b.pl/zaleczanski-park-krajobrazowy/ http://s-r-b.pl/zaleczanski-park-krajobrazowy/#respond Tue, 14 Jul 2015 18:41:06 +0000 http://s-r-b.pl/?p=1193   Załęczański Park Krajobrazowy.   Cały rok czekaliśmy na ten dzień, początek urlopu. Planowaliśmy cały rok, mieliśmy jechać na Podlasie  .Tydzień urlopu to dużo czasu [...]

Artykuł Załęczański Park Krajobrazowy. pochodzi z serwisu Strefa Rowerowa Brzeziny.

]]>
 

Załęczański Park Krajobrazowy.

 

Cały rok czekaliśmy na ten dzień, początek urlopu.

Planowaliśmy cały rok, mieliśmy jechać na Podlasie  .Tydzień urlopu to dużo czasu , ale ten czas z każdym dniem staje się krótszy a chciało by się więcej, bo cóż może być piękniejszego , gdy nic się nie musi ,a robi się coś co sprawia przyjemność?

Jak to mówią , plany planami ,ale wyszło jak zwykle .Krzysztof nie dostał urlopu, z powodu życzliwości jaka jest obdarzany w pracy, nie wiem jaki był tego powód ale trzymanie człowieka do ostatniego dnia w niepewności czy urlop ma czy nie to należy nazwać po imieniu lecz się powstrzymam:). Nie ma co płakać trzeba działać.

Mamy tylko łikend dla siebie , no prawie cały? Krzysztof kończy pracę o czternastej w sobotnie popołudnie, więc to nasza pora na wyjazd.

Obmyśliliśmy ze pojedziemy  do Załęczańskiego Parku krajobrazowego, początku JURY WIELUŃSKU – KRAKOWSKO CZĘSTOCHOWSKIEJ.

Byłem tam wcześniej wiec posiadałem materiałów troszkę , lecz nie było mi dane mieć ze sobą rower i nie narzekającego towarzystwa( no prawie).

No ale czas wyjazdu , odliczaliśmy do tego momentu godziny. Agnieszka znalazła nam nocleg, oczywiście  pod namiotem , ale mimo tego że nam nie wyszło to i tak daliśmy

rade.

 

Krzysztof skończył pracę  pora ruszać .

Nasz wehikuł zwany pieszczotliwie Babką , mimo swojego wieku,kilogramów szpachli jest dziełem sztuki, bo wyjeżdżając z fabryki nie miała tylu cześć kompozytowych i ręcznie rzeźbionych.No ale dodaje jej to tylko uroku bo jest niepowtarzalnym egzemplarzem.

No nic komu w drogę temu czas. Jedziemy, droga nam mija niezwykle szybko, lecz na horyzoncie nie ciekawie.Burzowe chmury , a i wiatr taki jakiś dziwny? Jak TO KRZYSZTOF kiedyś powiedział, to tylko przelotny, a lało cały dzień.

Nie ma co się łamać , dobrze będzie, bóg od siódmej zębatki nam zawsze prawie sprzyjał , wiec dlaczego nie  tym razem?

Dojeżdżamy bezproblemowo, pora szukać noclegu, a chmury chyba nas śledzą ?

Planowanym miejscem naszego noclegu był znaleziony w broszurce,OŚRODEK szkoleniowo wypoczynkowy ,,Nadwarciański Gród” ,lecz jak zwykle to bywa nie chcieli nas tam niestety, no cóż broszurka sobie , a życie sobie.

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, wracamy się i jedziemy dalej, tz wracamy się.

Szukamy na własną rękę jakiegoś pola namiotowego, najlepsza informacja zawsze pochodzi od miejscowych .Pod budka z piwem stoją mili jegomoście pod wpływem i próbują nam wytłumaczyć co i jak. Nakierowali nas i  stwierdzili ż jak wyjedziecie z wioski ostatni samotny do.wyjechaliśmy a samotnego domu nie widać , ale po jakiś trzech km jest i skręcamy w lewo, asfalt poprzerastany korzeniami , wjeżdżamy w lasek i jest , znak pole namiotowe. Okazało się ze jest pole namiotowe darmowe ,żywej duszy brak, tylko problem ze śmieciami , walają się wszędzie  , no ale cóż, a co jeszcze ciekawsze miejsce było na przeciwko Nadwarciańskiego grodu tylko że po drugiej stronie rzeki. A zapomniałem napisać miejscowość więc jest to Kępowizna.

Ogarniamy rowery i w drogę , lecz długo nie nacieszyliśmy się , złośliwa chmura dała nam popalić. wracamy do obozu rozkładamy namiot i czekamy aż deszcz dojdzie nam jeszcze dowalić.Nic takiego jednak się nie stało , szykujemy ognicho i kiełbasę, która tak naprawdę była  z rzeczy których lepiej nie wiedzieć , miałem z nią już styczność , więc nie polecam.Mamy jeszcze puszki chleb i pełen relaks na  łonie natury.Popsioczylismy na ta sytuację w jakiej ktoś z zawiści :(może) ostawił nasza trojkę , powieszaliśmy troszkę psów na tym osobniku  i wszystkie emocje opadły. Pora spać.

coś tam się tli:)

Nasze rumaki:)

 

Babka w całej klasie:)

 

Noc z zimna, nauczony przygodą nad morzem wiozłem dwa śpiwory , bo i tak nie musiałem tego wieźć wiec po co mam marznąć:)

Pobudka godzina czwarta, miejscowa flora zwana dalej burakami w wieku około osiemnastu -dwudziestu lat , widocznie wracając z jakiejś imprezy postanowiła pochwalić się,  jaką muzykę słucha i przyjechała zagłuszyć przyrody pieśń budzącej się z osnowy nocy.

No cóż nie od wszystkich można wymagać kultury ,postali i pojechali, śpimy dalej.Notuje sobie żeby na drugi raz brać coś ciężkiego i poręcznego oraz petardy

Pobudka nr dwa, koło ósmej,jemy śniedanko, smakuje inaczej , musimy mieć sile na to co nas czeka. Składamy majdan ,Pakujemy babkę ,objuczamy ja rowerami i jedziemy na punkt startu do Załęcza Wielkiego.

Pogoda super , słoneczko, chmury dały sobie z nami spokój. Parkujemy pod remiza , tam będzie najbezpieczniej ,jeszcze tylko sklep i w drogę.

Wbijamy się na szlak żółty , o oznaczeniu ewi7,przekraczamy rzekę i kierujemy się na Bobrowniki.Trasa z początku utwardzona , ze względu na ruch i dojazd do działek położonych nad rzeka , śmiga się w miarę dobrze.W lesie tyko miejscami piasek,Krzysztof na swoim trekingu z wąskimi kołami robi co morze, ale daje radę , Agnieszka ma natomiast strach w oczach , a to tylko dlatego że jest raczej osobnikiem twardo nawierzchniowym(bez obrazy Agnieszko). Pierwsze koty za płoty, byle do przodu. W Bobrownikach odbijamy w prawo, przekraczając znowu most, kierujemy się na na ,,Rezerwat Węże”, są tam jaskinie i, niezła górka na podjazd:) .Dużą ciekawostką co jest niespotykane często, tuż za przeprawą znajduje się pole namiotowe, z miejscem na grilla ognicha, piłka do siatki kibelkiem i w ogóle za darmochę tuz nad samą rzeka .To co lubimy(chyba?) , lecz tuż obok zaraz  przed początkiem mordęgi WIDZIMY domek z tutejszej skały, niby nic ale jak ładnie wygląda:)

Krzysztof wymiękł( co rzadko mu się zdarza), ale się nie dziwie bo na tych oponkach i tych przełożeniach nie dało się , ale Agnieszka dawała sobie doskonale radę , na ślizgi-ej skale i drobnych kamykach.Na samej górze znajduje się budyneczek , jakieś niby schronienie, nasi tu byli więc  ślady imprezy są , no nic szukamy jaskiń , porzucamy rumaki w zasięgu wzroku i udajemy się obejrzeć.

Jaskinie, hmm nie robią jak na razie wrażenia , bo są to raczej szczeliny.Wiem że w pobliżu kierując się dalej w prawą stronę możemy dotrzeć do samotnego grobu żołnierza z września trzydziestego dziewiątego, na szczęście, ktoś o nim pamięta, a to się chwali miejscowej ludności

 

.

 

Jedziemy dalej kierujemy się na Draby, podobno ma tam być jaskinia (Tak wynika z przewodnika). Po drodze mijamy  działający wapiennik( taki piec do wypalania wapienia),wiedzeni ciekawością , chcemy się dowiedzieć coś więcej , lecz duży zwierz z kłami jak wilk , bardzo głośno nam t wyperswadował , a że była niedziela to nikogo nie było, niestety.

Jakiś czas jedziemy szutrem ,dobijamy do drogi numer42 w miejscowości Szczepany. Następny cel, Jaskinia Szachownica.

Śmigamy sobie asfaltem, samochodów jakoś mało,po około dwóch kilometrach wjeżdżamy do województwa śląskiego, tam jeszcze nas nie było.Po przebyciu pięciu kilometrów końcu skręcamy w las, kluczymy duktami zastanawiając się czy dobrze jedziemy.Na szczęście zasięg jest i Agnieszka na swoim telewizorku kontroluje sytuacje posiłkując się mapą.

No cóż  w pewnym momencie wszystko zawodzi i błądzimy, dojechaliśmy do miejscowości Chwałków, pytamy się miejscowych, kierują nas na dobrą drogę , czyli na ta sama która przyjechaliśmy i otrzymujemy info jak dalej jechać . No nic , co się odwlecze to nie uciecze, a km jak najbardziej nam się przydadzą.Leśne dukty maja swoje uroki , a las i ściółka pachnie tak że aż chce się pedałować.

Koniec końcem mój snajperski wzrok wykrywa w odległości km zarys tablicy informacyjnej , czyli już jesteśmy prawie na miejscu.Kos to stwierdził ze jest to wada wzroku , no ale cóż jak każdy mięsień to i wzrok trzeba ćwiczyć.

 

Ostrzeżenie wzięliśmy sobie do serca, więc i wyszliśmy ze zwiedzania cało.

 

 

 

 

 

Te jaskinie robią wrażenie, duże:) Chodzimy  szukając wszystkich a jest tam ich kilka.Wcześniej będąc tam jakiś czas temu widziałem tylko ta największą , i największą frajda jest odnajdywanie tego czego się jeszcze nie widziało.Spotykamy turystów, zawiązuje się miła rozmowa,  wymiana spostrzeżeń i jedziemy dalej w drogę.

Kierunek, kamieniołomy w Lisowicach.Ato dlatego że obiecałem sobie znaleźć jakąś skamielinę , mała muszelkę nic wielkiego. Jedziemy lasem , mamy czasami chwilę zwątpienia gdzie skręcić , posiłkujemy się oznaczeniami szlaków, lecz czasami i to zawodzi.Widać koniec lasu , a i słychać samochody więc niedaleko musi być jakaś często uczęszczana ulica,i w oddali ukazuje się asfaltowa ścieżka. Wbijamy się na nią i śmigamy do sklepu, bo w brzuchach nam burczy.

W miejscowości Draby kupujemy pieczywo i robimy popas.Puszki rybne z zapasów przeznaczonych na Podlaskie przygody  smakują wyśmienicie.Humory dopisują, mimo że nie jest to Podlasie:)

to tam:)

Pojedliśmy , nabraliśmy sił więc jedziemy dalej  sunąc w kierunku Lisowic , skręcamy w prawo w drogę szutrową.Fajne zjazdy a i fajniejsze podjazdy , droga całkiem przyjemna , a i amortyzacja się przydaje.Tylko Krzysztof na sztywniaku troszkę narzeka na nadgarstki ,no ale nie ma się czemu dziwić.

Dojeżdżamy do warty i szukamy naszego celu. Nasz nawigator daje znać ze jesteśmy blisko nawet całkiem.Kierujemy się błotnistą drogą  z wapiennym błockiem rozjeżdżonym przez ciężarówki. Już widać kamieniołom, na z zdjęciach w przewodniku jakoś inaczej wyglądał?  ale i tak robi wrażenie.

Szukam skamieniałości, przewracam skały, i szkoda ze młotka nie wiozłem. ale chęci dobre tylko jakoś szczęścia brak.

Daje spokój , następnym razem się uda.Wzdłuż rzeki jedziemy dalej, aż do Raciszyna.Tam  wchodzimy sobie na teren  gdzie jest wypalana skała, nie ma wilków a i nie ma co ukraść , więc sobie pozwalamy na mała samowolkę , wszystko mamy białe uwalone w wapiennym  błocie.Oglądamy sobie nieczynny wapiennik , a rzut beretem jest używany, ale już tam nie wchodzimy, a bo i można sobie krzywdę zrobić .

Działoszyn widzimy już z oddali, rzeka nam towarzyszy cały czas, przeprawiamy się na druga stronę i zawracamy znów wzdłuż rzeki . Szlak żółty prowadzi nas Bobrownik, gdzie znowu zmieniamy stronę rzeki przeprawiając się na drugi brzeg, tym razem tylko dlatego żeby nie wracać tą samą droga .Za mostem skręcamy w prawo , zaczynają się piaski , nawierzchnia nie ciekawa, ale powoli dajemy rade .

Agnieszka troszkę narzeka  , ale cóż  nie nam było robić te drogi.Malowniczo położone miejscowości cieszą oko, zapach grzybów aż kreci w nosie.Poszycie aż kusi żeby porzucić rower i ruszyć na poszukiwanie podgrzybków, pokusa wielka.

Mijamy Troniny ,StaraWieś ,szlak i jego oznakowanie w tym momencie daje radę .Zbliżamy się do Załęcza Wielkiego, miejsca stacjonowania naszego wehikułu.

Dojechaliśmy cali i zdrowi, brak strat w ludziach i sprzęcie, mimo zmęczenia jesteśmy uśmiechnięci  i brudni a najwalniejsze szczęśliwi.Pora powrotu do domu nastraja nas nostalgicznie na wspomnienia poprzednich wypadów.I mimo to że stało sie jak się stało , ten czas spędziliśmy aktywnie tak jak chcieliśmy, a zawiść ludzka wcale nie wygrała

Podsumowując naszą wycieczkę można by rzec że, teren daje radę, na pewno nie widzieliśmy dużo miejsc i rzeczy.Ten park da się objechać w ciągu dwóch pełnych dni.Noclegi dla nie wymagających, tez można po kosztach,czyli namiot.Wypady na sobotę i niedzielę, jakże wskazane, ale oczywiście można jeszcze teren zwiedzania poszerzyć na Wieluń , bo to piękne miasto , ze starówka i zamkiem.

Na pewno wrócimy tam jeszcze zobaczyć i odkryć co nie widzieliśmy jeszcze , a jak by jeszcze znalazł się przewodnik to wycieczka była by bardziej atrakcyjniejsza.

Więc NASZE MYŚLI KIERUJEMY NA NASTĘPNE WYPRAWY………

Pora powrotu do domu.

https://www.endomondo.com/routes/645226892

Artykuł Załęczański Park Krajobrazowy. pochodzi z serwisu Strefa Rowerowa Brzeziny.

]]>
http://s-r-b.pl/zaleczanski-park-krajobrazowy/feed/ 0