Załęczański Park Krajobrazowy.

 

Załęczański Park Krajobrazowy.

 

Cały rok czekaliśmy na ten dzień, początek urlopu.

Planowaliśmy cały rok, mieliśmy jechać na Podlasie  .Tydzień urlopu to dużo czasu , ale ten czas z każdym dniem staje się krótszy a chciało by się więcej, bo cóż może być piękniejszego , gdy nic się nie musi ,a robi się coś co sprawia przyjemność?

Jak to mówią , plany planami ,ale wyszło jak zwykle .Krzysztof nie dostał urlopu, z powodu życzliwości jaka jest obdarzany w pracy, nie wiem jaki był tego powód ale trzymanie człowieka do ostatniego dnia w niepewności czy urlop ma czy nie to należy nazwać po imieniu lecz się powstrzymam:). Nie ma co płakać trzeba działać.

Mamy tylko łikend dla siebie , no prawie cały? Krzysztof kończy pracę o czternastej w sobotnie popołudnie, więc to nasza pora na wyjazd.

Obmyśliliśmy ze pojedziemy  do Załęczańskiego Parku krajobrazowego, początku JURY WIELUŃSKU – KRAKOWSKO CZĘSTOCHOWSKIEJ.

iou;uyl Byłem tam wcześniej wiec posiadałem materiałów troszkę , lecz nie było mi dane mieć ze sobą rower i nie narzekającego towarzystwa( no prawie).

No ale czas wyjazdu , odliczaliśmy do tego momentu godziny. Agnieszka znalazła nam nocleg, oczywiście  pod namiotem , ale mimo tego że nam nie wyszło to i tak daliśmy

rade.

 

Krzysztof skończył pracę  pora ruszać .

Nasz wehikuł zwany pieszczotliwie Babką , mimo swojego wieku,kilogramów szpachli jest dziełem sztuki, bo wyjeżdżając z fabryki nie miała tylu cześć kompozytowych i ręcznie rzeźbionych.No ale dodaje jej to tylko uroku bo jest niepowtarzalnym egzemplarzem.

No nic komu w drogę temu czas. Jedziemy, droga nam mija niezwykle szybko, lecz na horyzoncie nie ciekawie.Burzowe chmury , a i wiatr taki jakiś dziwny? Jak TO KRZYSZTOF kiedyś powiedział, to tylko przelotny, a lało cały dzień.

Nie ma co się łamać , dobrze będzie, bóg od siódmej zębatki nam zawsze prawie sprzyjał , wiec dlaczego nie  tym razem?

Dojeżdżamy bezproblemowo, pora szukać noclegu, a chmury chyba nas śledzą ?

Planowanym miejscem naszego noclegu był znaleziony w broszurce,OŚRODEK szkoleniowo wypoczynkowy ,,Nadwarciański Gród” ,lecz jak zwykle to bywa nie chcieli nas tam niestety, no cóż broszurka sobie , a życie sobie.

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, wracamy się i jedziemy dalej, tz wracamy się.

Szukamy na własną rękę jakiegoś pola namiotowego, najlepsza informacja zawsze pochodzi od miejscowych .Pod budka z piwem stoją mili jegomoście pod wpływem i próbują nam wytłumaczyć co i jak. Nakierowali nas i  stwierdzili ż jak wyjedziecie z wioski ostatni samotny do.wyjechaliśmy a samotnego domu nie widać , ale po jakiś trzech km jest i skręcamy w lewo, asfalt poprzerastany korzeniami , wjeżdżamy w lasek i jest , znak pole namiotowe. Okazało się ze jest pole namiotowe darmowe ,żywej duszy brak, tylko problem ze śmieciami , walają się wszędzie  , no ale cóż, a co jeszcze ciekawsze miejsce było na przeciwko Nadwarciańskiego grodu tylko że po drugiej stronie rzeki. A zapomniałem napisać miejscowość więc jest to Kępowizna.

Ogarniamy rowery i w drogę , lecz długo nie nacieszyliśmy się , złośliwa chmura dała nam popalić. wracamy do obozu rozkładamy namiot i czekamy aż deszcz dojdzie nam jeszcze dowalić.Nic takiego jednak się nie stało , szykujemy ognicho i kiełbasę, która tak naprawdę była  z rzeczy których lepiej nie wiedzieć , miałem z nią już styczność , więc nie polecam.Mamy jeszcze puszki chleb i pełen relaks na  łonie natury.Popsioczylismy na ta sytuację w jakiej ktoś z zawiści :(może) ostawił nasza trojkę , powieszaliśmy troszkę psów na tym osobniku  i wszystkie emocje opadły. Pora spać.

PHTO0331.JPG

coś tam się tli:)

PHTO0332.JPG

Nasze rumaki:)

 

PHTO0327.JPG

Babka w całej klasie:)

 

Noc z zimna, nauczony przygodą nad morzem wiozłem dwa śpiwory , bo i tak nie musiałem tego wieźć wiec po co mam marznąć:)

Pobudka godzina czwarta, miejscowa flora zwana dalej burakami w wieku około osiemnastu -dwudziestu lat , widocznie wracając z jakiejś imprezy postanowiła pochwalić się,  jaką muzykę słucha i przyjechała zagłuszyć przyrody pieśń budzącej się z osnowy nocy.

No cóż nie od wszystkich można wymagać kultury ,postali i pojechali, śpimy dalej.Notuje sobie żeby na drugi raz brać coś ciężkiego i poręcznego oraz petardy 🙂

Pobudka nr dwa, koło ósmej,jemy śniedanko, smakuje inaczej , musimy mieć sile na to co nas czeka. Składamy majdan ,Pakujemy babkę ,objuczamy ja rowerami i jedziemy na punkt startu do Załęcza Wielkiego.

Pogoda super , słoneczko, chmury dały sobie z nami spokój. Parkujemy pod remiza , tam będzie najbezpieczniej ,jeszcze tylko sklep i w drogę.

Wbijamy się na szlak żółty , o oznaczeniu ewi7,przekraczamy rzekę i kierujemy się na Bobrowniki.Trasa z początku utwardzona , ze względu na ruch i dojazd do działek położonych nad rzeka , śmiga się w miarę dobrze.W lesie tyko miejscami piasek,Krzysztof na swoim trekingu z wąskimi kołami robi co morze, ale daje radę , Agnieszka ma natomiast strach w oczach , a to tylko dlatego że jest raczej osobnikiem twardo nawierzchniowym(bez obrazy Agnieszko). Pierwsze koty za płoty, byle do przodu. W Bobrownikach odbijamy w prawo, przekraczając znowu most, kierujemy się na na ,,Rezerwat Węże”, są tam jaskinie i, niezła górka na podjazd:) .Dużą ciekawostką co jest niespotykane często, tuż za przeprawą znajduje się pole namiotowe, z miejscem na grilla ognicha, piłka do siatki kibelkiem i w ogóle za darmochę tuz nad samą rzeka .To co lubimy(chyba?) , lecz tuż obok zaraz  przed początkiem mordęgi WIDZIMY domek z tutejszej skały, niby nic ale jak ładnie wygląda:)

P1240662

Krzysztof wymiękł( co rzadko mu się zdarza), ale się nie dziwie bo na tych oponkach i tych przełożeniach nie dało się , ale Agnieszka dawała sobie doskonale radę , na ślizgi-ej skale i drobnych kamykach.Na samej górze znajduje się budyneczek , jakieś niby schronienie, nasi tu byli więc  ślady imprezy są , no nic szukamy jaskiń , porzucamy rumaki w zasięgu wzroku i udajemy się obejrzeć.

toktui

Jaskinie, hmm nie robią jak na razie wrażenia , bo są to raczej szczeliny.Wiem że w pobliżu kierując się dalej w prawą stronę możemy dotrzeć do samotnego grobu żołnierza z września trzydziestego dziewiątego, na szczęście, ktoś o nim pamięta, a to się chwali miejscowej ludności

 

.P1240702

 

Jedziemy dalej kierujemy się na Draby, podobno ma tam być jaskinia (Tak wynika z przewodnika). Po drodze mijamy  działający wapiennik( taki piec do wypalania wapienia),wiedzeni ciekawością , chcemy się dowiedzieć coś więcej , lecz duży zwierz z kłami jak wilk , bardzo głośno nam t wyperswadował , a że była niedziela to nikogo nie było, niestety.

Jakiś czas jedziemy szutrem ,dobijamy do drogi numer42 w miejscowości Szczepany. Następny cel, Jaskinia Szachownica.

Śmigamy sobie asfaltem, samochodów jakoś mało,po około dwóch kilometrach wjeżdżamy do województwa śląskiego, tam jeszcze nas nie było.Po przebyciu pięciu kilometrów końcu skręcamy w las, kluczymy duktami zastanawiając się czy dobrze jedziemy.Na szczęście zasięg jest i Agnieszka na swoim telewizorku kontroluje sytuacje posiłkując się mapą.

No cóż  w pewnym momencie wszystko zawodzi i błądzimy, dojechaliśmy do miejscowości Chwałków, pytamy się miejscowych, kierują nas na dobrą drogę , czyli na ta sama która przyjechaliśmy i otrzymujemy info jak dalej jechać . No nic , co się odwlecze to nie uciecze, a km jak najbardziej nam się przydadzą.Leśne dukty maja swoje uroki , a las i ściółka pachnie tak że aż chce się pedałować.

Koniec końcem mój snajperski wzrok wykrywa w odległości km zarys tablicy informacyjnej , czyli już jesteśmy prawie na miejscu.Kos to stwierdził ze jest to wada wzroku , no ale cóż jak każdy mięsień to i wzrok trzeba ćwiczyć.

 

P1240669

Ostrzeżenie wzięliśmy sobie do serca, więc i wyszliśmy ze zwiedzania cało.

P1240677 P1240674 P1240673 P1240672   P1240689 P1240694 P1240693

 

 

 

 

Te jaskinie robią wrażenie, duże:) Chodzimy  szukając wszystkich a jest tam ich kilka.Wcześniej będąc tam jakiś czas temu widziałem tylko ta największą , i największą frajda jest odnajdywanie tego czego się jeszcze nie widziało.Spotykamy turystów, zawiązuje się miła rozmowa,  wymiana spostrzeżeń i jedziemy dalej w drogę.

Kierunek, kamieniołomy w Lisowicach.Ato dlatego że obiecałem sobie znaleźć jakąś skamielinę , mała muszelkę nic wielkiego. Jedziemy lasem , mamy czasami chwilę zwątpienia gdzie skręcić , posiłkujemy się oznaczeniami szlaków, lecz czasami i to zawodzi.Widać koniec lasu , a i słychać samochody więc niedaleko musi być jakaś często uczęszczana ulica,i w oddali ukazuje się asfaltowa ścieżka. Wbijamy się na nią i śmigamy do sklepu, bo w brzuchach nam burczy.

W miejscowości Draby kupujemy pieczywo i robimy popas.Puszki rybne z zapasów przeznaczonych na Podlaskie przygody  smakują wyśmienicie.Humory dopisują, mimo że nie jest to Podlasie:)

PHTO0347.JPG

to tam:)

Pojedliśmy , nabraliśmy sił więc jedziemy dalej  sunąc w kierunku Lisowic , skręcamy w prawo w drogę szutrową.Fajne zjazdy a i fajniejsze podjazdy , droga całkiem przyjemna , a i amortyzacja się przydaje.Tylko Krzysztof na sztywniaku troszkę narzeka na nadgarstki ,no ale nie ma się czemu dziwić.

Dojeżdżamy do warty i szukamy naszego celu. Nasz nawigator daje znać ze jesteśmy blisko nawet całkiem.Kierujemy się błotnistą drogą  z wapiennym błockiem rozjeżdżonym przez ciężarówki. Już widać kamieniołom, na z zdjęciach w przewodniku jakoś inaczej wyglądał?  ale i tak robi wrażenie.

P1240657 yuktyui

Szukam skamieniałości, przewracam skały, i szkoda ze młotka nie wiozłem. ale chęci dobre tylko jakoś szczęścia brak.

Daje spokój , następnym razem się uda.Wzdłuż rzeki jedziemy dalej, aż do Raciszyna.Tam  wchodzimy sobie na teren  gdzie jest wypalana skała, nie ma wilków a i nie ma co ukraść , więc sobie pozwalamy na mała samowolkę , wszystko mamy białe uwalone w wapiennym  błocie.Oglądamy sobie nieczynny wapiennik , a rzut beretem jest używany, ale już tam nie wchodzimy, a bo i można sobie krzywdę zrobić .

P1240649 P1240650

Działoszyn widzimy już z oddali, rzeka nam towarzyszy cały czas, przeprawiamy się na druga stronę i zawracamy znów wzdłuż rzeki . Szlak żółty prowadzi nas Bobrownik, gdzie znowu zmieniamy stronę rzeki przeprawiając się na drugi brzeg, tym razem tylko dlatego żeby nie wracać tą samą droga .Za mostem skręcamy w prawo , zaczynają się piaski , nawierzchnia nie ciekawa, ale powoli dajemy rade .

Agnieszka troszkę narzeka  , ale cóż  nie nam było robić te drogi.Malowniczo położone miejscowości cieszą oko, zapach grzybów aż kreci w nosie.Poszycie aż kusi żeby porzucić rower i ruszyć na poszukiwanie podgrzybków, pokusa wielka.

Mijamy Troniny ,StaraWieś ,szlak i jego oznakowanie w tym momencie daje radę .Zbliżamy się do Załęcza Wielkiego, miejsca stacjonowania naszego wehikułu.

Dojechaliśmy cali i zdrowi, brak strat w ludziach i sprzęcie, mimo zmęczenia jesteśmy uśmiechnięci  i brudni a najwalniejsze szczęśliwi.Pora powrotu do domu nastraja nas nostalgicznie na wspomnienia poprzednich wypadów.I mimo to że stało sie jak się stało , ten czas spędziliśmy aktywnie tak jak chcieliśmy, a zawiść ludzka wcale nie wygrała 🙂

Podsumowując naszą wycieczkę można by rzec że, teren daje radę, na pewno nie widzieliśmy dużo miejsc i rzeczy.Ten park da się objechać w ciągu dwóch pełnych dni.Noclegi dla nie wymagających, tez można po kosztach,czyli namiot.Wypady na sobotę i niedzielę, jakże wskazane, ale oczywiście można jeszcze teren zwiedzania poszerzyć na Wieluń , bo to piękne miasto , ze starówka i zamkiem.

Na pewno wrócimy tam jeszcze zobaczyć i odkryć co nie widzieliśmy jeszcze , a jak by jeszcze znalazł się przewodnik to wycieczka była by bardziej atrakcyjniejsza.

Więc NASZE MYŚLI KIERUJEMY NA NASTĘPNE WYPRAWY………

Pora powrotu do domu.

https://www.endomondo.com/routes/645226892